Skansen "Gotwaldówka" w Kątach Bystrzyckich 23 to zabytkowy zespół gospodarski funkcjonujący jako atrakcja turystyczna od 2003 r. Nazwa pochodzi od nazwiska dawnego gospodarza obiektu (jak świadczą nagrobki na cmentarzu przykościelnym była to rodzina przez wiele lat związana z Kątami Bystrzyckimi). Nie wszystkie obiekty są jeszcze udostępnione do zwiedzania, obiekt jest systematycznie rewitalizowany. Gospodarze zapraszają do obejrzenia wystaw: "Sudety w grafice Ericha Fuchsa" i "Śląskie koronki z babcinego kufra".
otwarcie skansenu

Czynne: od czwartku do niedzieli od maja do października, uzgodnienia telefoniczne: 74/ 81 47 802.
Otwarcie skansenu

Wystawa koronek, 25 lipca 2004 r.
Wystawę koronek w Gotwaldówce otwarto w niedzielę 25 lipca 2004 r. Tematem ekspozycji są koronki, stare koronki jakby z "Babcinego kufra" (taki jest tytuł wystawy), efekt sprawnych rąk ludzkich. Na przepięknym strychu zabytkowego zespołu gospodarskiego zebrano od osób prywatnych oraz wypożyczono z Muzeum Orlickich Gór w Rychnovie (Czechy) pełne finezji wytwory. Koronki dawniej stanowiły element użytkowy najbliższego otoczenia, jako serwety, narzuty, wstawki wykorzystywane w kompletach pościelowych a nawet w tak prozaicznych rzeczach jak fartuszki dla gospodyń. Obecnie, gdy rękodzieło zostało wyparte przez produkcje maszynowe to ostatni czas by uratować dawne wyroby, gdyż czasem jeszcze leżą one zapomniane w odległych częściach szaf. A być może warto propagować dawne tradycje poprzez naukę i kursy.
wystawa koronek

Takie refleksje powstają po obejrzeniu ekspozycji w Gotwaldówce. Wystawie towarzyszył wysmakowany edytorsko katalog, w którym zamieszczono krótką historię koronczarstwa, w tym informacje na temat śląskiej koronki ludowej.

Wystawa i publikacja uświetniły jubileusz 5-lecie działalności Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Niemieckiej w Kłodzku. Natomiast koncepcja wystawy, jej aranżacja to efekt pracy pani Krystyny Toczyńskiej - Rudysz. 
Zwiedzanie uzgodnić telefonicznie: 81 47 802.

7 maja 2005 r.
Kłodzkie tradycje na majowej łące

Wiosenny festyn w urokliwie położonym dawnym gospodarstwie, w którym odtwarzane były tradycje przedwojenne regionu. Z planowanych atrakcji największą był pokaz tańca w wykonaniu grupy tanecznej z Bevergen z Westfalii. Tańca uczyli też wszystkich chętnych członkowie stowarzyszenia "Młodzi dla Ziemi Kłodzkiej". Prawdziwa koronczarka zaprezentowała technikę wykonywania koronek klockowych.
tańce ludowe
Nauka haftu
tekst i zdjęcia: Małgorzata Bednarek

 Papież i stare koronki
Wojciech Chądzyński - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
     Na strychu wozowni w gospodarstwie Gottwaldówka można oglądać koronkowe cuda. Najcenniejszymi eksponatami są dwie komże, które przyjechały tu z katedry w Monachium. Jest niemal pewne, że nosił je Ojciec Święty, Benedykt XVI.
     Kąty Bystrzyckie to niewielka wioska położona w Masywie Śnieżnika. Pierwszą wzmianką o wsi Winklerdorf (tak kiedyś nazywały się Kąty Bystrzyckie) jest dokument datowany na rok 1346, w którym król Czech Jan Luksemburski nadaje rodowi von Glubos znaczne tereny w okolicy Lądka. Dziś wioskę chętnie odwiedzają amatorzy turystycznych wędrówek. Przyciąga ich wspaniały gotycki kościół, który, według miejscowej legendy, był tajnym skarbcem joannitów.
     Inną atrakcją wioski jest zabytkowy zespół gospodarczy, od nazwiska przedwojennego właściciela zwany Gottwaldówką. Skansen ten od kilku lat remontuje nowa właścicielka – Renata Czaplińska. Mimo trwających prac, z pomocą Krystyny Toczyńskiej-Rudysz (byłej dyrektor muzeum w Kłodzku), zorganizowały już w zabytkowym gospodarstwie wystawę starych koronek oraz galerię grafiki.
     Historia Gottwaldówki sięga pierwszej połowy XIX wieku. Na niewielkim pagórku wzniesiono wtedy murowany dom, a potem oborę, stajnię, stodołę i wozownię, tworząc w ten sposób zamknięty czworobok z charakterystyczną łukową bramą.
     Lata powojenne dla gospodarstwa nie były zbyt szczęśliwe. Po wysiedleniu Niemców, przekazano je repatriantom ze Wschodu. Ci, przekonani, że są tu tymczasowo, nie troszczyli się o majątek. Przez pół wieku obejście popadło w ruinę, a ostatnie zniszczenia po powodzi z 1997 roku sprawiły, że właściciel chętnie pozbył się gospodarstwa.

Grafiki w oborze
     – Przez wiele lat z bólem serca obserwowałam postępującą dewastację tego wspaniałego kompleksu – mówi Renata Czaplińska. – I gdy tylko nadarzyła się okazja, kupiłam gospodarstwo, by je uratować. Jest przecież jednym z nielicznych zachowanych przykładów dziewiętnastowiecznego budownictwa wiejskiego, typowego dla ziemi kłodzkiej. Chcę pokazać przyszłym pokoleniom, jak się niegdyś na wsiach mieszkało, dlatego staram się niczego w nim nie zmieniać. Nawet niewygodnej drabiny, która wiedzie na strych wozowni.
     Najszybciej do pierwotnego stanu powrócił budynek obory. Wygląda już dokładnie tak, jak sto lat temu. Są kamienne żłoby, poidła, a nawet sprawna kanalizacja do odprowadzania gnojowicy. Tylko miejsce krów zajęła wystawa grafik Ericha Fuscha. Ten niemiecki artysta mieszkał przed wojną w podkarkonoskiej wiosce Gruszków. Najstarsi mieszkańcy tych terenów pamiętają, jak ze szkicownikiem wędrował po górskich wioskach, dokumentując życie, tradycje i obyczaje mieszkających tam ludzi. Plonem tych wędrówek są setki grafik składających się na monumentalne dzieło zatytułowane „Śląski lud gór”.

Niezwykły prezent
     Drugą wystawą, która podoba się odwiedzającym Gottwaldówkę, jest zbiór koronek z babcinego kufra, prezentowany na strychu wozowni. W pomieszczeniu, gdzie suszono siano, są dziś sprzęty repatriantów i kolekcja koronek śląskich i niemieckich. Wśród delikatnych, finezyjnych dzieł są misternie wykonane czepce, obrusy, firanki i serwetki. Największą atrakcją wystawy są jednak dwie komże. – Otrzymałam je w prezencie od Joachima Stroubego, znajomego Niemca, którego przodkowie osiedlili się w Kątach Bystrzyckich w roku 1634. Pan Joachim często tu przyjeżdża, a trzy lata temu przywiózł w prezencie dla naszego kościoła komeżki dla ministrantów oraz alby i komże dla księdza. Dostał je od kolegi – kustosza z monachijskiej katedry.
     Wśród komży były dwie ozdobione tak pięknymi koronkami, że pani Czaplińska natychmiast postanowiła dołączyć je do wystawy. Okazało się, że na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku komże te nosili hierarchowie monachijskiej świątyni, w tym ówczesny arcybiskup Monachium, Joseph Ratzinger.
Wojciech Chądzyński - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska